Odnoszę wrażenie, że ktoś sobie to doskonale zaplanował. Zróbmy szum medialny, podsuwajmy wciąż nowe afery to oni (obywatele) nie zauważą, że brak nam pomysłu, a co gorsza wiedzy (kompetencji?) do rządzenia krajem. Może to radykalizm i czarnowidztwo, albo wręcz teoria spiskowa – w takim wypadku wynikałoby, że choroba, która trawi polską politykę jest zakaźna.
Nie oczekuje zbyt wiele, chcę tylko wiedzieć jak rząd planuje zredukować deficyt budżetowy, ale nie w celu wejścia do strefy euro acz tylko uwolnienia części środków na edukacje, sport, kulturę, infrastrukturę. Jak zatrzymać drenaż mózgów, czy choćby emigracje wykwalifikowanych robotników. Nie potrzebujemy na gwałt kolejnych ustaw o lustracji, dekubizacji, becikowym. Potrzebujemy uproszczenia przepisów podatkowych, uwolnienia środków finansowych choćby poprzez podatek liniowy.
Chce wiedzieć, co rząd planuje by poprawić materialny byt obywateli, ale nie poprzez rozdawanie pieniędzy z budżetu a tworzenie możliwości zarobkowania, zarobkowania na godnym poziomie. Co rząd planuje zrobić ze służbą zdrowia, jak ją zmodernizować? Jak rząd chce zmienić czy wręcz zachęć Polaków, aby zmienili schemat rodziny. Obecnie poziom dzietności w Polsce wynosi, około 1,2 (a powinien co najmniej 2,1) co oznacza, że nie występuje wymiana pokoleń, będzie nas coraz mniej, a na dodatek społeczeństwo będzie coraz starsze.
Nie chce wiedzieć, dlaczego Dorn, Sikorski odeszli, nie potrzebna mi wiedza czy Lepper kogoś zmuszał do seksu w zamian za pracę, ani kto jest ojcem dziecka Anety Krawczyk. Niech te doniesienia ukazują się na łamach Faktu i Super Ekspresu. A Dziennik, Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita niech się zajmie przyszłością, tym co naprawdę ważne. Bo jeśli wciąż będziemy się zajmować sprawami drugorzędnymi, to za dwa i pół roku może się okazać, że wracamy do punktu wyjścia.
Chciałbym prosić was abyście na chwile odsunęli spory na temat lustracji, dekubizacji, stanu moralnego i intelektualnego polityków oraz swoje sympatie polityczne, a odpowiedzieli sobie na pytanie, czego oczekujecie o rządu w kwestiach, które wpłyną na przyszłość społeczeństwa?

9 comments
Comments feed for this article
luty 14, 2007 @ 8:55 pm
A.W.
jeżeli stanę do przetargu to chciałbym wiedzieć, że przegrałem z lepszym a nie z tym który razem z jakimś “władzą” donosił na kolegę.
chciałbym również, by w pogoni za przyszłością społeczeństwa nie zapomniano o teraźniejszości, o nie wypłacaniu należnych świadczeń =prostym pracownikom na ten przykład.
parę lat temu władza “lewicowa” pomajsterkowała w kodeksie pracy, zapewniając, że powstaną nowe miejsca pracy. Było akurat na odwrót.
Z przedsiębiorców ale też ze zwykłych pracowników nie robić “świętych krów” a tak było do tej pory. (górnicy, rolnicy, lekarze, nauczyciele, kolejarze, górnicy, rolnicy…….) czy zapewnienia biznesu, że jak = to miejsca pracy, a jak tam to = to miejsca pracy, nabijając jedynie własną kieszeń.
a “szczegóły” czyli ZUS, podatki, zostawiam rozsądnym.
może makowski i Korwin -Mike?
luty 14, 2007 @ 11:57 pm
womanek
Zaraźliwe mówisz? Mnie chyba też dopadło. Trywialnych afer teraz tyle się sypie, że człowiek aż wątpi w sens tego wszystkiego.
Tak, Maglu, idźmy do przodu, cholera, bo w przeciwnym razie nie będzie komu patrzeć w przyszłość Polski.
luty 15, 2007 @ 7:47 przed południem
Amon
*Aleś mnie Maglu tym blogiem zaraził!*
Tak na dobrą sprawę najbardziej zastanawia mnie reakcja ludzi: nikt nie chce afer, każdy ma już dość “tego wszystkiego”, ale nic się nie robi…A przecież istnieje coś takiego jak interpelacja, a wreszcie demonstracja i bojkot (i zamachy :P j/k)
luty 15, 2007 @ 10:30 przed południem
Vertok
M>A Dziennik, Gazeta Wyborcza i Rzeczpospolita niech się zajmie przyszłością, tym co naprawdę ważne. Bo jeśli wciąż będziemy się zajmować sprawami drugorzędnymi, to za dwa i pół roku może się okazać, że wracamy do punktu wyjścia.
Spójrz wstecz. Poza rządem Mazowieckiego, który zajmował się rzeczami istotnymi BO musiał, reszta jechała na pierdołach [no może Buzek coś tam jeszcze próbował, ale mu nie wyszło].
Poza tym trochę racji ma A.W, gdy mówi, że przeszłość ma znaczenie także dzisiaj i to znaczenie praktyczne [wygram przetarg czy przegram, z lepszym czy tylko z mającym plecy dzięki swojej przeszłości itd.]. Historia zaniechań w kwestii przeszłości pokazuje, że ma ona wpływ także na odległą przyszłość.
To o czym Ty piszesz to są sprawy mało pociągające[w sensie medialnym] a gazety MUSZĄ się sprzedawać. Ponadto nie ma dobrych i już dostępnych rozwiązań na poprawienie np. dzietności. Do tego potrzeba czasu, czasu:), pieniędzy i pomysłu:). A rządy[nie tylko Polski] działają dalekosiężnie tylko wtedy kiedy muszą.
luty 15, 2007 @ 10:40 przed południem
thalia_mk
Życzyłabym sobie pracować na jednym etacie i zarabiać tyle, żeby stać mnie było na opłaty i na opłacenie czesnego.
Życzyłabym sobie, żeby słowo studiowanie oznaczało studiowanie, a nie żyłowanie się i wieczne problemy z pieniędzmi.
Życzyłabym sobie, żeby wybory nie oznaczały zmiany dyrektora w moim zakładzie. A jeśli już ten dyrektor ma się zmienić, to niech to będzie fachowiec, a nie dwudiestokilkuletni synuś działacza, który zarabia dwadzieścia trzy moje pensje miesięcznie.
Życzyłabym sobie, zebym miała szanse na mieszkanie, a nie, żeby metr mieszkania kosztował kosztował ponad cztery moje pensje.
Życzyłabym sobie, żeby lekarz mnie przyjął i zbadał, a nie wyznaczył mi termin wizyty za cztery miesiące.
Życzyłabym sobie, żeby pieniądze publiczne były zainwestowane w coś innego a nie w kościół
luty 15, 2007 @ 10:57 przed południem
Maeghkelek
Oczywiście o tym, co się wydarzyło trzeba pamiętać, aby nie powtarzać błędów jednak, gdy ugrzęźniemy w przeszłości to nigdy się z niej nie wygrzebiemy. Nic nie zmienimy w tej materii, wydarzeń z przeszłości sie nie cofnie, a wpłynąć na przyszłe lata można. Dlatego uważam, że główny nacisk powinno się kłaść na to co będzie, a nie na to co było.
Jasne fajnie jest wiedzieć, że liczy się oferta a nie znajomości, ale i obecny rząd nie czyni inaczej. Tutaj nawet pozorów nie starano się zachować.
Jasne, muszą się sprzedawać, ale blogi nie. Nie rozumiem, dlaczego ludzie unikają debat o przyszłości a wolą grzebać w przeszłości. Część woli mówić jak to źle jest, ale już zaproponować czegoś innego w zamian nie chcą, nie chcą nawet podjąć rozmowy o tym co warto by zmienić.
Kiedyś była (piszę była bo nie wierze w reaktywacje) Akcja Obywatelska, inicjatywa ciekawa ale oparta na złych założeniach. Wspólny wróg jest spoiwem słabym a tam popełniono ten błąd. Przecież to samo przeszła Solidarność. Gdyby zebrało się kilkanaście osób, które chciałby pisać o tym co warto zmienić, a nie myślało jak obalić rząd był by jakiś początek, punkt wyjścia. Bo zmienić trzeba głównie myślenie ludzi, jasne to walka z wiatrakami ale kiedyś zacząć trzeba.
A wydając na Ojca Rydzyka czy odbierając pieniądze uczelniom i samorządom na Świątynie Opatrzności na pewno nie poprawimy swego bytu.
luty 15, 2007 @ 11:40 przed południem
Vertok
M> Jasne, muszą się sprzedawać, ale blogi nie. Nie rozumiem, dlaczego ludzie unikają debat o przyszłości a wolą grzebać w przeszłości. Część woli mówić jak to źle jest, ale już zaproponować czegoś innego w zamian nie chcą, nie chcą nawet podjąć rozmowy o tym co warto by zmienić.
Blogi to są albo kopie doniesień gazetowych albo własne przemyślenia na bazie doniesień gazetowych(no, medialnych). Grzebanie się w przeszłości, walenie w Kaczorów czy nawet:) ogólnikowe mówienie o przyszłości jest łatwiejsze i w sumie atrakcyjniejsze. Żeby formułować jakieś koncepcje polityczne [czy to w zakresie ustroju czy ekonomii, spraw społecznych czy innych] trzeba mieć wiedzę. Takie koncepcje, z większym lub mniejszym powodzeniem, mogłyby klecić jakieś fachowe zespoły, mające dostęp do danych, mające czas[dużo czasu] i pieniądze. Blogi czy net w ogólności są tylko hobby. Robionym na boku real-owej działalności.
Owszem możesz powiedzieć, ze te blogowe koncepcje nie muszą być dokładne, mogą być początkiem dyskusji, ma w nich chodzić o skierowanie ku przyszłości itd. Ale w takim układzie to będzie marnowanie czasu, równie owocne jak obecna działalność blogowa. Co z tego, że wypracuje się jakieś koncepcje i NAWET [marzenie ściętej głowy] kogoś się nimi zainteresuje, a potem okaże się, że te koncepcje są księżycowe bo w małym albo nawet żadnym stopniu nie uwzględniają polskiej sytuacji, naszej specyfiki, a dane są wzięte z sufitu.
M>A wydając na Ojca Rydzyka czy odbierając pieniądze uczelniom i samorządom na Świątynie Opatrzności na pewno nie poprawimy swego bytu.
Gdybym był złośliwy powiedziałbym, że to populizm:).
luty 15, 2007 @ 1:40 pm
Maeghkelek
Takie organizacje są, u nas jeszcze może nie zbyt rozwinięte, ale na zachodzie prężnie działają. Zwie się to Think-tank, a że tylko od czasu do zasu w media o nich słychać, to wina już jak wiemy nie do końca (przynajmniej dla mnie) zrozumiałej hierarchii ważności informacji.
Ale my nie mamy wymyślać rozwiązań, jednak nie wyklucza to możliwości prowadzenia debaty na takie tematy. Lepsze to niż “Grzebanie się w przeszłości, walenie w Kaczorów”. Debata publiczna to nei tylko rozmowy między politykami a specjalistami w mediach, chodzi mi o proste zaktywizowanie społeczeństwa, choćby blogsfery na początek. Poza tym wydaje mi sie, że nie doceniasz siły blogów. Będzie ona stale rosła, a prawdopodobieństwa wybicia się takiej debaty jest większe niż dostanie się do mediów “tradycyjnych”
luty 18, 2007 @ 12:44 przed południem
Raport Macierewicza. Kawałek o rolowisku i inne duperele. « Manobuso
[...] Maeghkelek‘a o służbach specjalnych, przyszłości i innych bzdetach:) a przy okazji o wpływie służb na przetargi. Przykład został wzięty przypadkowo[mam nadzieję:)] przez A.W. W Raporcie praktyki te znajdują [...]